Białystok 2013

Tegoroczny XIII Marsz Żywej Pamięci Polskiego Sybiru stanowił mocne (kilkunastotysięczne!) zamknięcie czterodniowego wyjazdu na Podlasie. Wyjazdu mówiącego wiele o tym, co się działo na tych ziemiach w latach czterdziestych, ale także o tolerancji i o wielokulturowości tamtego regionu.

 

W ciągu dwóch dni udaje nam się (choć w tak krótkim czasie może to być zaledwie muśnięcie) dotknąć śladów trzech religii. Z kościoła katolickiego w Choroszczy przenosimy się do tykocińskiej synagogi. Dzień później możemy podziwiać piękny zbiór cerkiewnych ikon w Supraślu i zajrzeć do prawosławnego kompleksu zakonnego (jedna z największych twierdz, zniszczona w czasie II wojny i dopiero w latach osiemdziesiątych odbudowana), a stamtąd powoli docieramy do meczetu w Kruszynianach. Fascynująca podróż między trzema religiami Księgi.

 

Gdzieś w tle opowieści o tych religiach pojawia się historia. Braniccy w Białymstoku,

Ludwik Zamenhoff urodzony tamże. Czarniecki na pomniku i tykocińscy Żydzi, których już nie ma, choć przecież byli niegdyś najwybitniejszymi lekarzami w  Polsce czasów renesansu. Największe wrażenie robi jednak wizyta w meczecie i Tatar, który nas po tej przestrzeni: fizycznej i religijnej, oprowadza. I nagle wraca, przynajmniej do mnie, ta pierwsza Rzeczpospolita, a nawet niech i będzie: ta druga, czasy dwudziestolecia międzywojennego. Głosy na ulicach Tykocina i Supraśla przenikały się, jidysz, polski, rosyjski i słyszalny wschodni zaśpiew, a może i gdzieś arabskie modlitwy. To ten świat, którego już nie ma i nie da się go odbudować, ale pamiętać koniecznie należy, że był.

 

Z drugiej zaś strony pojawia się inna historia – ta, o której chciałoby się jak najszybciej zapomnieć, a której zapomnieć nie można. Zsyłki. Pobyt w którejś z radzieckich obłast’i. Kwestia obywatelstwa, powrotu do Polski. Szukania rodzin… I nagle okazuje się, jak wygląda różnica między historią podręcznikową, a ludźmi. Spotkanie w muzealnym wagonie kolejowym okazuje się być pretekstem do powrotu do tamtej chwili, kiedy miało się zaledwie darowane kilka chwil na pakowanie. Rozmowa prywatna. We dwie. Informacji i emocji tyle, że podręczniki wydają się przy tym lodówkowo zimne. Takich spotkań z Sybirakami było zresztą więcej. Jedno oficjalne, wszyscy razem: Oni, My i historie. I dużo emocji. Ale dla mnie jeszcze cenniejsze były te indywidualne rozmowy, gdzieś, na trasie wycieczki, w chwili przerwy między zwiedzaniem.

 

I trzecie doświadczenie. Zastanawiałam się, czy o nim napisać. I zdecydowałam, że tak. Autokar pełen młodych ludzi. Z różnych miejsc, szkół, rodzin. I troje starszych Państwa z takimi, nie innymi, doświadczeniami. Troje ludzi, pełnych energii. Absolutnie ciekawych świata i na ten świat otwartych. O to też powinniśmy pytać – co robić, żeby umieć czerpać taką radość z życia.  W tym roku o to nie spytałam. Może odważę się w przyszłym.

 

Ewa Leśniewska